Mój brat był zawsze człowiekiem aktywnym. Biegał, pływał, skakał – był nauczycielem wychowania fizycznego w jednej z podstawówek. Jego wypadek, zatem, po którym utracił zdolność chodzenia, załamał go na kilkanaście miesięcy. Po tym czasie Michał postanowił walczyć o życie. Chciał powrócić do prawie normalności.

Dzięki aktywnemu wózkowi inwalidzkiemu brat „zaczął żyć”

wózek inwalidzki aktywnyPodstawą były dwie rzeczy. Jego motywacja i wózek inwalidzki. Gdy nadeszła chwila by porozmawiać z instruktorem rehabilitacji o wyborze odpowiedniego wózka, usłyszeliśmy „active”. Do tej pory Michał jeździł na zwykłym, najzwyklejszym szpitalnym, wypożyczonym i nikt nie mógł go namówić, by zmienił go na coś w czym będzie mu wygodniej. „Na złość mamie odmrożę sobie uszy” – w myśl tego przysłowia jego mięśnie słabły. Nowy wózek inwalidzki aktywny miał temu zaradzić. Michał miał sam się poruszać, pobudzić mięśnie, które do tej pory powoli zaczynały zanikać i zacząć żyć. Wózek aktywny jest przystosowany do aktywnego trybu życia niepełnosprawnego. Pozwala samemu jeździć, dość szybko nawet, płynnie się porusza. Ma być wygodny i pozwalać cierpiącemu na odczuwanie jak najmniejszego dyskomfortu. Michał wcześniej tego nie rozumiał. Dopiero, gdy odżałował częściowo swoją stratę postanowił dać szansę nowemu wózkowi. Kto wie – może nawet nazwa „aktywny”, go ku temu skusiła? Faktem jest, że wybraliśmy odpowiedni dla jego uszkodzenia rdzenia, a brat przesiadając się na niego – uśmiechnął się. Był to dobry znak. Później słyszałam jak się ślizgał po parkiecie. Wózek inwalidzki stał się „jego”.

Po kilku miesiącach Michał powiedział, że chce grać z innymi chłopakami w kosza na wózkach. Zaczął to robić. Ba! Nawet zaczęli urządzać zawody. Pojawiła się rywalizacja jak u całkiem zdrowych ludzi. To dało mu siłę.